Gdzie się podziała złota polska jesień?

Jesień… podobno najpiękniejsza pora roku. Złote liście, kasztany w kieszeniach, słońce odbijające się od drzew. Ale powiedzmy to sobie szczerze — nie zawsze wygląda jak z pocztówki. Czasem ta nasza słynna złota polska jesień kończy się na jednym weekendzie, a potem już tylko deszcz, błoto i chęć schowania się pod kocem z herbatą i serialem.
Ja osobiście, gdy przychodzi październik, najchętniej ogłosiłabym sen zimowy. Obudziłabym się dopiero na wiosnę, razem z przebiśniegami. 😴

Przeglądając stare zdjęcia, znalazłam te dwa portrety Marysi — z czasów sprzed… cóż, ponad piętnastu lat (czyli dobrze przed 2008 roku). Nie wiem, czy to przez te rude tony, futro, czy gałązki we włosach, ale ten klimat wciąż mnie zachwyca. Wtedy jesień była bardziej „analogowa”, mniej instagramowa, a jednak miała w sobie coś magicznego.
To był czas, kiedy na zdjęciach nie chodziło o filtry, tylko o emocje. O chwilę. O to, żeby przez ułamek sekundy uchwycić coś prawdziwego. A dzisiaj? Fotografia się bardzo zmieniła w sztuczność nasiąkniętą reklamą, wszędzie panuje przesyt.


Jesień potrafi być piękna… ale też trudna

Nie wiem jak Wy, ale ja mam z jesienią relację love–hate. Z jednej strony — kolory, zapach dymu z ogniska, spacery po parku z kubkiem kawy. Z drugiej — szarość, błoto, ciemność o 17:00 i to wieczne pytanie: „gdzie ta polska złota jesień?”.
No właśnie… gdzie? Bo jak się wyjdzie w pole, to raczej nie złoto, tylko bure brązy i wiatr, który przypomina, że to już raczej czas na ciepłe skarpety niż na wianki z liści. 🍂

A jednak — w tej melancholii jest coś wyjątkowego. Jesień to moment, w którym świat trochę zwalnia. Można się zatrzymać, odpocząć, popatrzeć wstecz. Może właśnie dlatego lubię fotografować jesień — bo ma w sobie spokój, którego brakuje latem. Nie musi być idealna. Ma swoje przetarcia, zacieki, mgłę i ciszę. A w tym też jest piękno. Poniżej zdjęcie prawdopodobnie jeszcze starsze niż portrety Marysi. 🙂 Z głębokiej szuflady.


Fotografia z duszą

Te zdjęcia Marysi powstały z miłości do prostoty. Bez planu, bez stylisty, bez modnych gadżetów. Kilka gałązek, kasztany, naturalne światło i futro znalezione w szafie. To był moment, który po prostu się wydarzył — a ja tylko nacisnęłam spust migawki.
Dziś, po latach, lubię wracać do takich kadrów, bo przypominają mi, że fotografia to nie tylko technika, ale emocje. Że czasem najpiękniejsze zdjęcia powstają wtedy, gdy nie planujesz niczego perfekcyjnie.


A Ty?

Lubisz jesień, czy najchętniej zapadł(a)byś w sen zimowy razem z niedźwiedziami? 😉