Lama w telewizji i dolina niesamowitości. Dlaczego niektóre reklamy z AI są antyreklamą (i jak robić to dobrze)

Ostatnio mam wrażenie, że telewizja wchodzi w etap „wszyscy robimy AI, bo możemy”. I jasne — sama byłam jedną z tych osób, które testowały pierwsze wersje narzędzi generujących wideo. Robiłam filmy, eksperymentowałam, sprawdzałam limity i jakość. Znam ten dreszczyk: wow, to się rusza!

Tylko że… to, co coraz częściej widzę w reklamach TV, jest tak antyreklamowe i tak kreepy, że aż trudno uwierzyć, że ktoś to puścił „na poważnie” w mediach masowych.

Najgorsze jest to, że w wielu przypadkach to nie wygląda jak przemyślana kreacja. To wygląda jak niskobudżetowa produkcja robiona samemu, bez ludzi, którzy znają się na wideo, dźwięku i reklamie. AI daje złudzenie, że można ominąć kompetencje. A telewizja (i widz) brutalnie to weryfikuje.

Co mnie w tych reklamach najbardziej niepokoi?

1) „Biały uśmiech bez zębów” i rozjeżdżająca się twarz

To jest mój numer jeden. Twarz niby człowieka, niby sympatycznie, a potem:

  • zęby zlewają się w jedną białą plamę (bez podziału),
  • usta „ciągną się” jak guma,
  • oczy i policzki robią mikro-deformacje,
  • mimika jest „prawie ludzka”, ale jednak nie.

To jest dokładnie ten efekt, który psychologicznie odpala w głowie alarm: coś tu jest nie tak. A reklama ma działać odwrotnie: budować komfort i zaufanie.

2) Dźwięk, który nie nadąża za mową

Kolejna rzecz, która rozwala wiarygodność: niesynchronizowane audio. Czasem usta mówią szybciej, czasem wolniej, czasem akcent jest „dziwny”, a intonacja brzmi jak sztuczna. I nie — widz nie myśli wtedy „o, nowoczesna marka”. Widz myśli: fejk.

W reklamie audio robi ogrom pracy. Jeśli wideo jest „średnie”, ale dźwięk jest profesjonalny, da się to uratować. Jeśli dźwięk jest zły — całość wygląda tanio, nawet gdy obraz jest „ładny”.

3) „Po co to w ogóle puszczać?”, czyli AI bez sensu strategicznego

AI w reklamie ma sens, kiedy:

  • przyspiesza produkcję,
  • obniża koszty w określonych elementach,
  • pomaga testować warianty kreacji,
  • wspiera montaż, retusz, wersjonowanie.

Ale jeśli finalny spot wygląda jak demo narzędzia sprzed dwóch lat, to efekt jest odwrotny:

  • spada zaufanie do marki,
  • rośnie poczucie żenady,
  • widz bardziej zapamięta „dziwność” niż przekaz.

Najbardziej problematyczne: reklama, która może być… nieprawdziwa

Są dwa typy reklam AI, które mnie szczególnie drażnią, bo wchodzą w obszar wiarygodności.

Optyk i „okulary z AI”

Wyobraźmy sobie reklamę salonu optycznego, gdzie okulary są wygenerowane, twarz jest wygenerowana, a czasem nawet cały kadr jest wygenerowany.

I teraz kluczowe pytanie: czy my mamy pewność, że ten model oprawek w ogóle istnieje w ofercie?
Jeżeli nie — to z perspektywy odbiorcy robi się to zwyczajnie podejrzane. Reklama zaczyna pachnieć „przekłamaniem”. A optyk to nie baton — tu sprzedaje się też zaufanie (zdrowie, komfort, fachowość).

Jeśli pokazujesz produkt, którego realnie nie masz (albo nie jesteś w stanie go zidentyfikować), to widz dostaje sygnał: „ta marka może obiecywać więcej, niż dostarcza”.

Szkoła językowa i „dialog, którego nikt nie powiedział”

Drugi przykład: reklamy szkół językowych, gdzie lektor lub „kursant” prowadzi dialog, ale słychać, że dźwięk jest syntetyczny albo nienaturalny. Jeśli do tego wideo jest AI, a „historia sukcesu” brzmi jak wygenerowana opowieść, to widz nie dostaje inspiracji — dostaje wrażenie, że ktoś próbuje go zmanipulować.

W marketingu edukacji autentyczność to waluta. AI może pomagać w montażu, grafice, napisach, scenariuszu. Ale jeśli całość wygląda jak teatrzyk z plastiku, to traci sens.

Dlaczego to jest takie „kreepy”? Krótko o dolinie niesamowitości

To klasyczny mechanizm: im bardziej coś przypomina człowieka, ale nadal jest „minimalnie nie-ludzkie”, tym bardziej budzi dyskomfort. W reklamie to zabójcze, bo reklama w sekundach ma wygenerować sympatię i zaufanie.

AI-wideo bardzo łatwo wpada w ten próg: „prawie dobrze” = „najgorzej”.
I tu dochodzimy do drugiej warstwy problemu: brak doświadczenia produkcyjnego.

Osoba bez praktyki w reklamie i postprodukcji często nie wyłapie, że:

  • mikrodeformacje twarzy są nie do zaakceptowania,
  • lipsync psuje wiarygodność,
  • dźwięk „plastikowy” zabija emocje,
  • a brak korekcji barwnej i montażu rytmicznego sprawia, że spot wygląda jak amatorski.

Widz widzi to natychmiast — i nie ocenia wtedy narzędzia. Widz ocenia markę.

Widzę w TV coraz więcej reklam robionych na AI… i część z nich jest po prostu creepy 😅

To nie AI jest winne — to proces (albo jego brak)

Coraz częściej mam wrażenie, że problemem nie jest sama technologia, tylko model produkcji: „zróbmy reklamę szybko, tanio i sami, bo AI przecież zrobi resztę”.

I to dokładnie tak wygląda.

To są często produkcje niskobudżetowe, robione bez:

  • reżysera/producenta, który pilnuje sensu, stylu i spójności przekazu,
  • montażysty i kolorysty, którzy „dowożą” obraz do jakości emisyjnej,
  • dźwiękowca (a w reklamie audio robi połowę roboty),
  • motion designera/grafika, który potrafi ukryć niedoskonałości i dopiąć detale,
  • oraz — przede wszystkim — kogoś, kto ma doświadczenie i powie: „to nie może iść w eter, bo jest uncanny i niszczy zaufanie.”

AI daje złudzenie, że można ominąć kompetencje. Tylko że reklama to nie jest „czy się da”, tylko „czy to działa”.

Paradoks: dzisiaj mamy już narzędzia, które wyglądają dużo lepiej

I właśnie dlatego te toporne realizacje rażą jeszcze bardziej. Bo to nie jest problem pt. „AI jeszcze nie potrafi”. To jest problem pt. ktoś nie dopilnował jakości i procesu.

Narzędzia idą do przodu, ale marketingowo obowiązuje ta sama zasada co zawsze: jeśli wypuszczasz materiał wizerunkowy, to on musi spełnić minimum jakości — zwłaszcza jeśli leci w TV.


Jak robić reklamy z AI dobrze (żeby nie wyszła antyreklama)

Poniżej zebrałam zasady, które realnie ratują temat — niezależnie od budżetu.

1) AI jako wsparcie, nie jako „cała reklama”

Najbezpieczniejsze zastosowania AI w reklamie:

  • storyboardy i animatiki,
  • warianty layoutów (packshoty, tła, tekstury),
  • clean-upy, retusz wideo, upscaling,
  • napisy, tłumaczenia, wersje językowe,
  • koncepty scenograficzne i moodboardy,
  • muzyka/efekty z legalnych źródeł i licencją.

A jeśli już idziesz w AI-postacie: rób to świadomie i stylizuj (np. estetyka animacji), zamiast udawać „real”.

2) Zasada „real product first”

Jeżeli reklamujesz produkt fizyczny (np. oprawki) — pokaż realny produkt:

  • realne oprawki,
  • realny packshot,
  • realne ujęcia w salonie.

AI może wspierać tło, światło, scenografię, ale produkt powinien być prawdziwy i weryfikowalny. W przeciwnym razie ryzykujesz, że reklama będzie odbierana jako „zrobiona z powietrza”.

3) Audio jest ważniejsze!

Widz wybaczy gorsze wideo, ale nie wybaczy:

  • rozjazdu ust i głosu,
  • nienaturalnej intonacji,
  • „plastikowego” lektora,
  • kiepskiego miksu.

Jeśli nie masz pewności co do jakości syntetycznego głosu — nagraj prawdziwego lektora. To często jest tańsze (i bezpieczniejsze) niż koszt wizerunkowy słabego spotu.

4) Kontrola jakości: „uncanny checklist”

Przed publikacją zrób szybki test:

  • zbliżenia na usta i zęby (czy nie ma „białej plamy”?),
  • oczy (czy nie „pływają”?),
  • dłonie (AI nadal lubi robić dramaty),
  • napisy i logotypy (czy się nie „rozpływają”?),
  • spójność stylistyczna ujęć,
  • zgodność produktu i claimów z prawdą,
  • zgodność tonu z marką.

Jeśli cokolwiek wygląda „dziwnie” — widz to zobaczy 10x bardziej.

5) Nie udawaj dokumentu, jeśli to kreacja

Jeśli spot opiera się na „prawdziwej historii”, testimonialu, dialogu „z życia” — to autentyczność jest kluczowa. AI może pomóc w szkicu scenariusza, ale twarz, głos i przekaz warto oprzeć o realnych ludzi.

To szczególnie ważne w branżach opartych na zaufaniu: zdrowie, edukacja, finanse.

6) Zespół minimum, nawet przy małym budżecie

Nie musisz mieć wielkiej agencji, ale jeśli chcesz, żeby AI-wideo wyglądało profesjonalnie, w praktyce potrzebujesz choćby „minimum kompetencji”:

  • ktoś od koncepcji i copy (żeby reklama miała sens, a nie tylko „ładne ujęcia”),
  • montaż/postprodukcja,
  • dźwięk,
  • kontrola jakości (ktoś, kto widzi błędy zanim zobaczy je widz).

AI skraca czas produkcji, ale nie zastępuje oka i ucha fachowca.

7) AI musi pasować do marki

Marka premium + tani „AI-spot” = dysonans.
Marka z obietnicą jakości i precyzji + „rozpływające się” detale = brak wiarygodności.

Jeśli marka ma obiecywać jakość, fachowość i bezpieczeństwo — materiały reklamowe muszą to dowieźć.


AI nie jest problemem. Problemem jest bylejakość.

Ja lubię AI. I uważam, że to świetne narzędzie wspierające — zwłaszcza w preprodukcji, iteracji pomysłów, wersjonowaniu kreacji, montażu, a nawet w elementach graficznych.

Ale reklamy, w których twarz się rozjeżdża, uśmiech zamienia się w białą plamę, a głos nie trafia w usta, są jak billboard z literówką na środku miasta: niby drobiazg, a zostaje w pamięci… tylko nie tak, jak chcesz.

I chyba dlatego coraz bardziej doceniam klasyczne wideo. Nie dlatego, że jest „stare”, tylko dlatego, że jest wiarygodne.

AI może robić rzeczy piękne. Tylko trzeba je robić profesjonalnie: z procesem, kontrolą jakości i uczciwością wobec odbiorcy. Bo inaczej technologia, która miała pomagać, zamienia się w… antyreklamę.